O pytaniach, które nie biorą jeńców

Skąd wiadomo, że uczeń wziął na poważnie to, czego się uczy? Dość istotne jest to pytanie, zwłaszcza jeśli faktycznie chcemy go czegoś nauczyć. Podobnie w poradnictwie psychologiczno pedagogicznym, lub każdym innym. Skąd wiemy, że druga strona podejmuje jakieś poznawcze operacje na tym, co się zadziało między nami?

Można go przeegzaminować, zapytać, co zapamiętał, podstępem podejść – spytać „co ci się podobało?”, „co z tego weźmiesz dla siebie?”. Tylko, że odpowiedź na powyższe może paść z serca, z rozumu lub z grzeczności. Słowem nie mamy pewności. Można pochodzić za uczniem i popatrzeć czy wykorzystuje wiedzę, czy potrafi ją zastosować w codziennym życiu. Czasem jednak wiedza nie daje się wprost przełożyć na codzienną aktywność, na przykład wiedza filozoficzna.

Ludzie mają wmontowany w mechanizm uczenia się system nagradzania ich za to czego się nauczyli. Mechanizm ten ma podstawę neuro, więc działa od początku procesu uczenia się (czyli jeszcze przed urodzeniem). Wraz z rozwojem specjalizuje się ten mechanizm, dopasowuje do społecznego kontekstu, poznawanych treści, osobowości i temperamentu uczącego się. Efektem działania tego mechanizmu jest przywoływanie nowej wiedzy w aktualnie przeżywanych sytuacjach. I tak kilkulatek, który nauczy się nowego słowa wciska je w każdą możliwą wypowiedź. Stary dziadek jest starym dziadkiem, i tata jest starym dziadkiem, i Spongebob jest starym dziadkiem, i mamusia jest starym dziadkiem. Prosty przykład – umiem posługiwać się nowym zwrotem, więc sprawdzam go w każdej sytuacji, żeby zobaczyć gdzie pasuje, a gdzie nie. Tam gdzie jest społeczne przyzwolenie tam zwrot się utrwala. Jeśli rodzice śmieją się z „Tato, stary dziadku” to tak zostaje, jeśli nie zgadzają się na nazywanie dziadka „starym dziadkiem” to zwrot się tam nie przyjmuje. W efekcie, z grzeczności, traci swój sens. Jednak nie to ma znaczenie. Istotne jest to, że nowa umiejętność, wiedza jest sprawdzana. Jest jak nowa zabawa, w którą musza bawić się wszyscy.

To u kilkulatków. A co później? Później wiedzy jest coraz więcej. I podobnie jak z pączkami – jeśli mamy jednego, góra pięć, to sprawiają radość, ale kiedy ktoś każe zjeść nam ze smakiem 7 i więcej to nie są już one pyszne, a z pewnością nie cieszą. Z natłoku nowej wiedzy trudno wybrać nam coś naprawdę smakowitego. Jednak czasem tak się dzieje. Nawet w szkole może się zdarzyć, że dowiemy się o świecie czegoś tak pysznego, że będziemy próbowali poczęstować tym każdego kogo spotkamy. Innym trudno zrozumieć, dlaczego tak obnosimy się z nową wiedzą (więc może dlatego przestajemy) jednak mechanizm pozostaje.

Mimo tego, że wiem o tym mechanizmie, mimo wielu doświadczeń czasem efekty „próbowania” nowej wiedzy zaskakują. Ledwo ustałem na nogach kiedy uczeń zrzucił na mnie pytanie: „Czy fraktale są zrobione z Apeironu?”. Z jednej strony mam belferskie poczucie, że musze jakoś sensownie odpowiedzieć na to pytanie. Z drugiej strony widzę, że stałem się świadkiem narodzin myśli, refleksji. Niewymuszonej, czystej, płynącej z radości, że wiem co to jest Apeiron i właśnie poznałem fraktale.

Ten moment, kiedy pada pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi, pytanie, które często zdaje się kompletnie nie pasować do tego o czym mówimy, to ten moment kiedy jasno widać, że temat wsiąkł, że ten drugi umysł pracuje, że zaraz może doznać przyjemności z samego myślenia. To moment kiedy trzeba powstrzymać belferskie rządze i po prostu pobyć w refleksji. Czasem w ciszy.

No i tak miedzy nami, czy fraktale są z apeironu?

 

Obrazek: Dywan Sierpińskiego, źródło wikipedia