Wielkie Niedokońca – Wernisaż wystawy Magdaleny Małowskiej

Stoimy w przedsionku. Nie do końca wiadomo, co będzie za drzwiami. Nawet nie jasne jest, które drzwi zaraz przekroczymy. Szanująca tradycje miejsca autorka obdarowuje różami osoby, bez których wystawy by nie było. Jednak znacznie ważniejsze jest to, że mówi z głowy, wielce wzruszona, na granicy całkowitego oddania się emocjom. Wielkie Niedokońca drżą za drzwiami.

W mikro-przestrzeni sceny kameralnej Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu do której prowadzi nas autorka pomieszanie form, światło, Róża i jeszcze trochę wzruszenia z przedsionka.

Wielkie Niedokońca

„Trzeba się szybko zorientować kim jest rzeczony Niedokoniec” – pomyślałem próbując poradzić sobie z problemem strawienia zjawiska wernisażu, na którym nic nie jest na swoim miejscu. Postawienie wagoników z literek gdzie zwykle wisiały obrazy to faux pas, które tłumaczyć można wiekiem lub butą. Ktoś mi tu próbuje imputować, że maluje słowem. Że czmychnął sobie właśnie z jednej konwencji do drugiej i się zadomawia. Róża może Szopen, ale teksty żaden Szekspir. Ciemno. Czy ja jestem pod kołdrą? Czytam w tajemnicy? Czy to się ogląda tak jak zdjęcia? I nagle stało się jasne – jestem w głowie Niedokońca.

Co tu jest wielkie? Bo problem śmierci, zrozumienia miejsca na drodze życia to z pewnością wielkie kwestie. Jednak jak mi do tego pasuje zapach betonu, naleśniki i wodospad, albo „To”? Z drugiej strony umieranie to temat wyświechtany, problemy naszego dziś zbledną przed jutrzejszymi i wiadomo, że nie zapach, tylko deszcz na betonie. Jasne się staje, że te problemy nie są wielkie dla świata, dla ludzkości tylko dla … Niedokońca.

Zwracam honor Niedokońca

Z tych fragmentów powstaje całość. Całość Niedokońca oczywiście. Bo nikt nie utka z wieczności i naleśników całego uniwersum. Reszta tworzywa to ja. Te ułożone w obrazki słowa, złożone jakby w zabawie, igrają z pamięcią. Każą oddać z siebie kawałek, żeby dorysować resztę obrazka, włączyć się w te historie, ze swoją. Czyniąc najbardziej przerażającą rzecz w sztuce – dając widzowi głos, wpływ na to co widzi, czuje i rozumie. Autorka stawia stronnicze lustro przed odbiorcą, pyta czy umie grać w siatkówkę, ile słodzi kawę, ile ma lęków przed śmiercią i ilu prawdziwie mądrych ludzi udało mu się pocałować. W tym lustrze widzimy trochę siebie, jednak w ciele nastolatki i to Niedokońca!

Bycie nastolatkiem jest rozdarciem. Między nowo odkrytą wiecznością i codzienną automatyką życia. Tu mnie zachwyci zapach betonu, tu popadnę w dyskusję o wszystkim. Autorka wybiera takie elementy tego gigantycznego spektrum, które dają na chwilę zmienić miejsce, poczuć się jak człowiek na progu wszystkiego. Robi to samymi symbolami, stosując najdalsze od natury narzędzia – tekst pisany i muzykę. Może dojrzeliśmy już do tego, by racjonalny umysł wiódł nas nad wyobrażone wodospady, żeby potrafił być trochę zabawką. Taką zabawą był pobyt przed wstęgami z tekstu, w których i trochę moje odbicie i Niedokońca.