Poszukiwania Dzikiego prowadziły przez oglądanie jego przestrzeni, spojrzenie na poznanie go jak na zadanie. W każdym umykają konkrety. Jak tę spersonifikowaną, urzeczywistnioną dzikość zobaczyć? Czy to jest sprawa teoretyczna, czy raczej konkretna. Jak spowodować objawienie Dzikiego?

Pewnie najłatwiej byłoby powiedzieć, że Dziki objawia się wtedy, kiedy człowiek zachowuje się jak zwierzę. Niestety nasz język trochę komplikuje sprawę, bo nie do końca wiadomo, które zachowania są zwierzęce, a które typowo ludzkie. Na przykład, co innego zachowywać się jak świnia, a co innego jak lew. Pewni własnej wyższości nad zwierzętami zaczęliśmy przypisywać im ludzkie cechy.

Lisy nie są cwane, ludzie są. Dlatego potrafią posłużyć się symbolem, przenośnią, żeby jakąś swoją cechę wyjąć z siebie i obejrzeć z zewnątrz. Wystarczy z lisa zrobić istotę o jednej cesze i oglądać jego przygody. Tu ukradnie, tu okłamie. Zawsze zyska.

Z Dzikim nie da się tak łatwo, bo jego cechy nie są wyjątkowe dla niego. Można być odważną świnią, lwem, lisem i człowiekiem, a każda ta odwaga jest inna i inne ma źródło.

Objawienie Dzikiego – odwaga

To dość opracowany temat. W filmach ciągle widzimy zmagania bohaterów z wielkimi i potężnymi przeciwnikami. Jednak czy każda walka jest z inspiracji Dzikiego? Ernst Stavro Blofeld, Lex Luthor, Oswald Cobblepot chcieli władzy, kontroli, posiadania. Rzeczy raczej ludzkich. Potrafili podejmować ogromne ryzyka by je zdobyć, często postępując okrutnie (może nawet nieludzko). Jednak ile jest w tym dzikości. Czy ich motywacje są naturalne? Czy to czego pragną jest wspólne dla wszystkich, a zatem zgodne z naszą naturą?

Czy nadzwyczajnie wściekła kobieta stawiająca trzy billboardy za Ebbing, Missouri postępuje z inspiracji dzikiego? A Może historia Joan Jett albo Lity Ford to jego objawienie? Może Springsteen złapał dziką odwagę w słowach:

Sprung from cages out on highway nine,
Chrome wheeled, fuel injected, and steppin’ out over the line
H-Oh, Baby this town rips the bones from your back”

Może to te słowa, niesione na ustach ludzi próbujących z całych sił być sobą, deptać paradami konwenanse, zadamawiać się na nieprzyjaznych ziemiach? Tych, którzy próbowali sprawdzać czy miłość jest dzika, czy jest prawdziwa.

Gdzie jest to naturalne, a gdzie po prostu niecywilizowane, nieprzemyślane?

Objawienie dzikiego – siła

Dzika siła kojarzy się z eksplozją potęgi. Unoszeniem samochodów, rozrywaniem w pół gołymi rękami, przebijaniem murów głową. Jednak te czyny nie są powszechne. A zakładając, że Dziki mieszka w naszej naturze warto poszukać go nie w rzadkich wybrykach, a w codziennych mozolnych działaniach.

Kiedy myślimy o nim przed oczami staje nam drapieżnik. Ja chcę jednak, żebyśmy zaczęli od obrazu krzepkiego muła. Niewielkiego stworzenia o wielkiej sile. Trudno przypisać mu urodę, zrywność, szybkość. Raczej mówilibyśmy o uporze, niezawodności i trzymaniu jednego kierunku. Codzienny dziki jest właśnie taki. Widać go w powstającym ze zmęczenia ciele człowieka z kierunkiem, pragnieniem. W postawie niezłomnego dążenia. Mrówczego, codziennego, żmudnego dążenia.

Widać go też na wykrzywionych twarzach ludzi żyjących niezgodnie ze swoim kierunkiem, pragnieniem. Na twarzach tych, którzy walczą ze sobą o każdą godzinę w pracy, w związku, w sytuacji. Ten kto walczy ze sobą walczy ze swoim Dzikim. To on stawia opór, nie chce iść tam gdzie mu nie po drodze. Opóźnia, spowalnia, rozprasza, zawadza. Nie ryczy, nie drapie. Po prostu nie chce iść.

Objawienie Dzikiego – ostatnia deska

Nagle rzeczywistość zaskakuje. Ktoś krzyczy, atakuje, urąga, umniejsza. Zalewa dookoła i wszystko gęstnieje. Nie ma na czym stanąć, za co złapać. Ten fizyczny ból, który towarzyszy ci przy strachu jest wyraźny i ostry, w brzuchu, nogach, płucach – gdziekolwiek go masz. Boli ze środka i przygniata z zewnątrz. Tam, w tym śmiertelnym zanurzeniu czujesz pod stopami coś stałego, twardego. Uginasz się ku temu, zagłębiając się bardziej, ale już z nadzieją. Całemu temu zalaniu i bólowi zaraz będzie strasznie łyso. Wybijasz się z tego stałego. Nabierasz powietrza i okazuje się, że już nie toniesz. Całe to zalanie sięga ci już tylko do pasa.

To stałe, twarde to Dziki. To co zrobisz wybijając się to już ty. Będziesz niszczyć, palić, organizować, strzelać, przemawiać. Twoja sprawa. Jednak zaczęło się od tego, że świat cię nie zalał, nie utopił. Zaczęło się od tego, że było na czym stanąć.

By Dziki się objawił należy żyć. Lepiej go widać gdy się zmagamy. Z sobą, ze światem, ze zrozumieniem nawet. Zmaganie wywołuje Dzikiego. Im bliżej nam do własnego Dzikiego tym łatwiej nam zobaczyć go u innych. Ukłonić się, powiedzieć spojrzeniem: „Widzę, że walczysz!” i iść dalej. Iść dalej. Iść dalej.


PS. Kiedy świat nas zalewa najłatwiej poczuć Dzikiego układając twarz w konkretną minę. Zaczynamy unosząc górną wargę tak wysoko jak się da, tak żeby nos się zmarszczył. Wtedy oddychamy nosem głęboko i rytmicznie. Otwieramy oczy tak szeroko jak się da. Zewnętrzne części brwi opuszczamy, wewnętrzne podnosimy. Warto poćwiczyć to przed lustrem. Raczej w samotności bo ta mina może kogoś przerazić, albo co najmniej zdziwić.


Photo Credit: https://pixabay.com/pl/pomnik-portret-bez-głowy-ciemno-2467255/