Na małej scenie materace. Na jednym Angelika Cegielska. Na niej sushi. Atmosfera gęstnieje i po chwili nie ma już odwrotu. Temat wymaga by się nie dygać, z podniesioną głową go podejmować, trochę wstyd się zawstydzić. Z drugiej strony Angelika ma na sobie tylko białą marynarkę i skórzane sznurowane buty z obcasem, który klasyfikuje je bliżej szczudeł niż obuwia. Ma też pejcz i kieruje go w moją stronę. Mówi „Ty”. Zdaje się, że to będzie bardziej niebezpieczne niż cudowne i pożyteczne. O seksie na pewno.

Z materaca na materac, bo tak przemieszcza się historia, poznajemy kobiety. Ich pragnienia, doświadczenia i uniesienia. Poznajemy też mężczyzn, którzy w jakiś sposób w tym uczestniczą. Jednak nie ma co się łudzić. Martyna Majewska i Angelika Cegielska opowiadają historie kobiet. Na szczęście mówią pełnym głosem i nie wykluczają chłopców.

Napięcie

W teatrze jak w łóżku. Ciała się nie zejdą, gdy nic między nimi nie ma. To nie chodzi o to, by zdjąć od razu wszystko, bo wtedy już nic nie kusi, nie ma o co walczyć. Z drugiej strony trzeba dość sprawnie odkryć tyle, by świat poza naszym zbliżeniem zniknął.

Obnażywszy wiele w pierwszym ruchu trzeba mieć wiele finezji i precyzyjny plan, żeby ktoś nie zniechęcił się widokiem „gołej baby” a raczej zatracił się w doświadczeniu. Jak, na przykład Tarrantino ze stopą Salmy Hayek w ustach.

Uzyskawszy takie napięcie zwykle rozpoczyna się walka o ochronę tego magnetyzmu. Aktor na scenie zmaga się z dramatem tak, by nie stracić zainteresowania. Zwykle. Bo tu laski na beszczela robią z tym napięciem woltyżerkę. Trochę nas straszą, trochę szokują, potem śmieszą, potem, gdy już się okazuje, że leżymy nadzy przed nimi łapią za serca, tam gdzie mamy miękkie i ukryte. Wszystko to nie spadając z konia.

Kiedy zapala się światło i zaczynają się oklaski jest w nich ulga i wdzięczność. Mogliśmy wpaść w banał lub obleśne „podno”. Mogliśmy. Ale nie z nimi. Przeprowadziły nas po krawędzi. Stanowczo i pewnie. Rzadko tak się dzieje.

Kobiety na materacach

Oni szli na materace, gdy trzeba było zrobić coś ważnego. Coś, co wymagało pełnego skupienia. Rodzina, zwyczaje, proste przywiązanie nie mogły ograniczać. Trzeba było mieć swobodę i mobilność. Tylko wtedy można było zwinnie i precyzyjnie upuścić złej krwi. Tak było u Puzo. Trochę tak jest i tu.

Mam poczucie, że one się mną zainteresowały. Nie chciały mnie lepić, uczyć i uświadamiać. Chciały mnie otulić. Zapalić światło w sypialni uchylając zasłony w innych. Tak żebym mógł sobie bezpiecznie spojrzeć. Zobaczyć więcej niż rytmiczne ruchy. Żebym mógł upewnić się, że na końcu jest „Karol… Kocham Cię.”

Ponadto każda sztuka zawsze jest grana kiedyś. Kontakt z rzeczywistością nie ograniczył się do pioruna namalowanego szminką na okienku kasy kina gdzie jest śliska podłoga. Całe to doświadczenie miało trafić do ludzi, którym nie mówi się, że to cudowne i pożyteczne. O seksie mówi się dziś w kontekście konsekwencji, praw, zakazów. Odnosi się go do moralności i stara się kategoryzować jako dobry lub zły. A tu kobiety poszły na materace. Zostawiły w domach dzieci i partnerów. Swobodne i stanowcze upuszczały złą krew. Obnażały to, jak w uniesieniu i zapomnieniu jest ten moment, kiedy jesteśmy tej drugiej osobie absolutnie potrzebni. Jak ważne jest to, by móc to poczuć. Nie kradnąc, nie zmuszając, nie krzywdząc. Razem. Choć na tę krótką chwilę.

Kultywowanie inteligencji

Oglądając coś tak wyważonego, błyskotliwego, celnego i osobistego nasuwa się taka myśl, że to działanie musi być wynikiem czegoś. Może to tak dobra szkoła je do tego przygotowała. Może to to miasto wyzwala w ludziach taką potrzebę robienia rzeczy porządnie. Innymi słowy, może jest jakiś zewnętrzny powód, do którego da się dostać. Nauczyć się tej swobody. Jednak po kilku dniach refleksji, gdy już przeszła mi myśl, że widziałem najlepszą sztukę wszech czasów z rozczarowaniem stwierdzam, że byliśmy gośćmi w cudzej wyobraźni. Zaproszono nas do miejsca-myśli pomiędzy dwiema kobietami. Do dialogu, który prowadziły ze sobą. Nie da się tego miejsca znaleźć na mapie. Nie da się przeprowadzić do tego miasta, dobra – wsi, gdzie cichodajki są tak świadome i czułe. Nie da się tego nauczyć. Nie ma takiej ścieżki doświadczeń, która zagwarantuje, że będziemy swobodni i świadomi cudowności i pożyteczności.

Wniosek zatem nasuwa się taki, że nie pozostaje nam nic innego, jak dbać o siebie. Wypuszczać myśli wolno. Pilnować ich, ale im nie przeszkadzać. Uwierzyć sobie. Mówić z bliskimi o bliskości. Nie bać się tego jak absolutnie niezbędni jesteśmy innym. Nawet jeśli tylko przez chwilę. Nie czekać aż ktoś nam da prawa, wolność i przyjemność. Działać. Stanowczo i bezwzględnie być. Nawet jak ktoś nas sklasyfikuje jako wulgarnych, niedojrzałych, popędowych i złych.

To co absolutnie dobre dla nas jest w nas. Mamy tę moc, by czasem tak zbliżyć się do innych, żeby się tym naszym dobrem podzielić. W teatrze jak i w łóżku.


Cudowne i pożyteczne. O seksie

Spektakl Angeliki Cegielskiej
Reżyseria: Martyna Majewska
Tekst: Martyna Majewska na podstawie „Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu” Remigiusza Ryzińskiego
Video: Konrad Śniady
Muzyka: Dawid Majewski
Scenografia i kostiumy: Karolina Mazur i Martyna Majewska
Obsada: Angelika Cegielska ze specjalnym udziałem Aleksandra Kalety